Unveil Culture

Fotorelacje uczestników kwiecień 2019 Mołdawia

Chciałabym aby tekst, który zaraz przeczytacie, nie był tylko zwykłą relacją opisującą przebieg projektu, w którym braliśmy udział, ale szczerą opowieścią, napisaną z mojej własnej perspektywy. Gotowi aby wskoczyć w moje buty i wybrać się razem na dwutygodniową wycieczkę? Za mną!

Jest połowa marca, przyroda powoli budzi się do życia, dając znać zimie, że to najwyższa pora na pożegnanie się z tą częścią świata. I ludzie też ulegają tej energii i uczuciu, że to właśnie moment na powiew świeżości i spróbowanie czegoś nowego. Pora na nową wymianę młodzieżową!

Projekty wymian międzynarodowych Erasmus+ to spotkania naprawdę wyjątkowych, młodych ludzi, o głowach otwartych i pełnych pomysłów. To miejsca, w których wymieniamy się doświadczeniami i umiejętnościami. To nowe znajomości, to lepsze rozumienie samego siebie. Nawet jeśli łączy nas ta sama idea, to jednak spektrum zainteresowań i cały wachlarz osobowości są ogromne. Właśnie to czyni wymianę tak zróżnicowaną.

W ciągu tych dwóch tygodni 60 osób reprezentujących 10 krajów takich jak Białoruś, Gruzja, Grecja, Włochy, Mołdawia, Polska, Rumunia, Serbia, Wielka Brytania i Ukraina zebrało się razem w słonecznej Vadul-lui-Vodzie. Mieszanka kultur, tradycji i osobowości. Nie było minuty w czasie której nie można by usłyszeć jakiegoś języka, który nie był naszym własnym. A każdy z nas musiał do tego, rzecz jasna, pracować nad swoją znajomością angielskiego. Ukraińcy i Polacy próbowali wyłapywać znajome słowa z języka serbskiego i białoruskiego, a Rumuni, Mołdawianie i Włosi wyszukiwali wyrażenia wspólne dla swoich języków. A Gruzini i Grecy… Cóż, oni mogli tylko czekać aż ktoś, kierowany ciekawością, zapyta o ich alfabety i poprosi o nauczenie kilku podstawowych fraz.

Dla mnie to nadal tajemnica – coś czego zupełnie nie rozumiemy, a jednak potrafimy doskonale opanować – idealna kalibracja czasu, tak aby starczyło go i na pracę, i na odpoczynek, i na tańczenie do późnej nocy. I tak, jak najbardziej można nazwać to pracą, bo prawdopodobnie wszyscy “odwaliliśmy kawał dobrej roboty”, przygotowując prezentacje swoich krajów. Niesamowitym było obserwować jak różnie ludzie myślą, jakie informacje w prezentacjach chcą podkreślić, co jest dla nich najważniejsze. To była wspaniała lekcja, która pokazała nam również te mniej znane strony innych krajów i kultur.

Na pewno nigdy nie zapomnę wspólnego gotowania z resztą polskiego teamu przed naszym wieczorem kulturalnym, rysowania w tradycyjnym ukraińskim stylu, sprawdzania naszej wiedzy muzycznej podczas brytyjskiego quizu muzycznego, odtwarzania serbskich teledysków (“Zbog tebe” zespołu Tap 011 zostało hitem wyjazdu, sami zresztą sprawdźcie). Rumunia? Nie wyobrażam sobie teraz jakiejkolwiek imprezy bez rumuńskiej muzyki. Mołdawia zachwyciła nas winem i zaskoczyła różnorodnością kraju przecież tak małego jak samo województwo mazowieckie. Powszechnie znane włoska gestykulacja, nastawienie do jedzenia i optymizm zawierający się idealnie w scenie odbierania Oscara przez Roberto Benigniego nie zaskoczyły chyba za to nikogo. Ale czy to nie właśnie w tym cały urok tego kraju?

Nigdy też nie zapomnę tego jak nieudolnie próbowaliśmy naśladować, pozornie proste przecież, ruchy taneczne greckiego sirtaki. A tańce gruzińskie? To już byłby kolejny stopień wtajemniczenia! Ale najpierw nauka alfabetu, który na razie wciąż wygląda dla mnie tak samo jak tengwar z Władcy Pierścieni. No i na koniec – wyszywanie tradycyjnych haftów białoruskich i głośne śpiewanie “Тры Чарапахі”.

Kiedy piszę ten tekst, bardzo ciężko jest mi kontrolować emocje i wspomnienia. Nawet nie możecie sobie wyobrazić jak bardzo chciałabym opowiedzieć wam wszystko, z najmniejszymi nawet szczegółami, ale… chyba nie jestem gotowa na wydawanie książki.

Na pewno chciałabym jednak powiedzieć wam trochę więcej o polskiej reprezentacji. Wszyscy pochodziliśmy z różnych części Polski i każdy z nas mógł wnieść od siebie coś zupełnie osobistego. Kiedy pracowaliśmy nad naszą prezentacją, szybko zorientowaliśmy się, jak wiele jest rzeczy, które chcielibyśmy pokazać innym, a jak mało mamy na to czasu. Ciężko nam było nawet wybrać potrawy i przekąski na wieczór kulturalny, w efekcie czego polski stół uginał się ostatecznie od ich ciężaru. Wszyscy staliśmy się dla siebie bardzo bliscy i na pewno czuliśmy się częścią jednej drużyny. To była prawdziwa przyjemność należeć do takiej grupy.

Wierzę, że to my sami tworzymy swoją historię, a pisanie jej dwóch tygodni w tamtym miejscu i z tamtymi ludźmi było prawdziwie niesamowitym przeżyciem. Bardzo was kocham, polska drużyno, i dziękuję całym sercem!

Wydaje mi się, że byliśmy tam dla siebie zastępczą rodziną, a dla mnie ten projekt, jak wszystko zresztą, to byli przede wszystkim ludzie. Jeśli ktokolwiek potrzebował pomocy, to zaraz ją otrzymywał – czy to w formie rzeczywistej akcji, czy dobrego słowa, czy też ciepłego uścisku (poważnie, nikt nie przytula tak dobrze jak Erasmusy!).

To, co cenię najbardziej, to kontekstowe żarty, które tylko my możemy zrozumieć, drobne gesty, muzyka, którą się wymienialiśmy i wzajemne zaproszenia do swoich domów już po zakończeniu projektu.

W momencie kiedy się rozstawaliśmy, wszystkim nam było nieco ciężko na sercach. Zrobiliśmy wtedy wielkie koło, słuchaliśmy i śpiewaliśmy “See You Again”.

Bardzo was wszystkich kocham i nie jest to tylko suchą frazą. Trzymam was głęboko w sercu i jestem bardzo wdzięczna za taką ilość wiedzy, emocji, inspiracji i nadziei, jakiej mi dostarczyliście.

Nasi Partnerzy

« »